wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 1 Sweter


 
  Joseph Conrad powiedział ,,Człowiek jest zdumiewający, ale arcydziełem nie jest’’

- Alan, co ci odwala?!

Wakacje to czas cieszenia się życiem.

- Alan oddaj to!

To moment, w którym nareszcie możemy odpocząć.

- Ty skończony idioto!

Teraz możemy zacząć się bawić i… nie no ja tak nie mogę!

- Alan chamie oddaj mój sweter!

Oczywiście Alan zaczął tracić rozum od razu po apelu. Nie chwila, stop. On nigdy nie miał rozumu. Tak czy siak sweter Amber pływa sobie teraz spokojnie w pobliskim, śmierdzącym bajorku.

- Skacz po to.

Rozkazała Mari. Ale Alan nie wyglądał na kogoś kto ma ochotę skakać do… no powiedzmy wody. Nagle, nieoczekiwanie odezwał się Will.

- On nie może skakać do tej wody!

Powiedział. Wszyscy spojrzeliśmy się na niego zaskoczeni.

- Jeszcze złamie sobie paznokieć.

Wyjaśnił, i nagle wszyscy zaczęliśmy się śmiać.

 

Gdy Alan już wyszedł z rzeki i w miarę się osuszył postanowiliśmy usiąść w kawiarni i zjeść ciacha.

- Wiecie, że Rico przyjeżdża.

Powiedziałam w pewnym momencie. Twarz Alana jakby stężała.

- Po co?

Zapytał przez zęby. Westchnęłam. Do takiej reakcji byłam już przyzwyczajona.

- Żeby mnie odwiedzić.

Odpowiedziałam ze stoickim spokojem.

- I co będziesz z nim robić? Pójdziecie na plac zabaw? A może obejrzycie ,,Bolka i Lolka’’?

Drwił dalej coraz bardziej mnie irytując.

- Mam tego dość, idę do domu!

Krzyknęłam w końcu. Wstałam przewracając krzesło, rzuciłam na stół dziesięć złotych i odeszłam mrucząc pod nosem obelgi pod adresem Alana.

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz