piątek, 16 maja 2014

Rozdział 3 Będzie dobrze


  Benjamin Disraeli powiedział ,,Urok pierwszej miłości polega na naszej niewiedzy, że to się może kiedyś skończyć’’

 

Wstałam i otworzyłam spodziewając się mamy, ale pomyliłam się. Za drzwiami stał…Alan!

Nie, ja chyba mam zwidy!

 - Co tu robisz?

Zapytałam zdezorientowana.

- To tak witasz gości?

Odpowiedział pytaniem, a ja uświadomiłam sobie, że trochę niegrzecznie go potraktowałam.

- Sorry, ale mam dzisiaj kiepski dzień.

- Wiem, Marlena mi powiedziała.

- Co?

Zdziwiłam się.

- Lepiej nie ufaj tak bardzo Marlenie.

- Na litość boską, czy każdy w tym zakichanym miasteczku musi wiedzieć o tym jaką jestem debilką.

- To źle, że go pocałowałaś?

Zapytał Alan z nadzieją w głosie, a ja przez chwilę nie wiedziałam o co chodzi. Dopiero po chwili zorientowałam się, że on widocznie nie zna najbardziej żenujących faktów z tej historii.

- Aha, czyli Mari jednak nie powiedziała ci wszystkiego.

Stwierdziłam na co z kolei Alan zdębiał, a ja stwierdziłam, że skoro już tu jest to mogę się wygadać.

- Wchodź wszystko ci opowiem.

 

Po wielu ,,Aha’’, ,,Ok’’, ,,On jest debilem’’ oraz ,,Rozumiem’’ bądź ,,Nie rozumiem’’ dokończyłam wzruszającą historię pt. ,,Dziewczyna, która nie wie jak sobie radzić ze swoim najlepszym przyjacielem, który psuje tą przyjaźń próbując ją pocałować’’. Alan patrzył na mnie przez pewien czas, aż w końcu zapytał

- Mogę chwilę pomówić to co myślę?

Westchnęłam. Skoro on mnie słuchał to ja mogę posłuchać jego pomyślałam.

- Tak.

 

Po wielu ,,Debil’’, ,,Idiota’’ oraz innych wyzwiskach pod adresem Rico, których już nie zapamiętałam Alan skończył swoją historię pt. ,,A nie mówiłem, że on jest debilem?’’.

- I co ja mam teraz zrobić?

Spytałam.

- Możesz trochę pogadać na Rico, to pomaga.

Powiem szczerze, że nie byłam przekonana do tego sposobu, ale spróbowałam.

- On zniszczył naszą przyjaźń! Jeżeli ja nie okazywałam jemu, że chcę być dla niego kimś więcej niż tylko przyjaciółką to on nie powinien się tak zachowywać! Za kogo on się uważa wywołując na mnie tak dużą presję?! Nie chcę się z nim kontaktować! Czuję się jak idiotka…

Gdy skończyłam czułam się tak jakby wolna. Potem przyszła moja mama i graliśmy w kalambury i naprawdę dużo się śmialiśmy. Niestety musiało się to kiedyś skończyć, ponieważ czas mijał nieubłaganie. Alan wyszedł wciąż się śmiejąc, a ja nie mogłam się uspokoić przez jakieś dwadzieścia minut tak samo jak mama.

- Wiesz kochanie, całkiem miły ten chłopak.

Powiedziała mama, a ja musiałam się z nią zgodzić. Alan podniósł mnie na duchu o wiele skuteczniej niż Marlena. Poza tym z nim zawsze jest dużo śmiechu, zupełnie inaczej niż z Rico. Bo z nim jest po prostu miło. A ja nie należę do grona dziewczyn romantycznych. Ja uwielbiam się śmiać i szaleć i…matko jak już późno!

 

Ahhhh,

To tak wzruszające, że aż w cale, czyli wyszło tak jak miało wyjść. Jak myślicie, co przyniesie kolejny dzień wakacji?

Truskawka <3

 

1 komentarz:

  1. Hejka! Rozdział fajny, bardzo podobał mi się. Jak ja ubóstwiam Alana i te jego teksty!! ;3 On booooooski jest :* A Rico to jakiś laluś ;/ I popieram mamę Bells- " [...] całkiem miły ten chłopak." <33
    Czekam na nn ^.^
    Buźka ;**

    OdpowiedzUsuń