poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 4 Mój były mąż


  Julian Tuwim powiedział ,,Kobieta nie goni za mężczyzną, bo kto kiedy widział, żeby pułapka goniła mysz?’’

 

  Lody poprawiają mi humor w każdej sytuacji, czyli dzisiaj też. Siedzimy w parku, który ostatnio stał się mniej odwiedzany z uwagi na to, że nasze miasteczko jest małe więc podczas wakacji, gdy większość mieszkańców wyjeżdża na wczasy ludzi jest po prostu mniej. Rozmawiamy o sytuacji z Rico.

- On się nigdy wcześniej tak nie zachowywał.

Mówię. Marlena kiwa głową i odpowiada.

- Przecież wiemy, znamy go wszyscy.

- Niestety.

Wtrącił Alan, a ja nie mogę powstrzymać się od śmiechu.

- Alan jak możesz!

Oburza się Marlena, a ja patrzę na nią zirytowana. Nie chcę żeby broniła Rico, nie chcę żeby brała jego stronę. Ale mimo to zaciskam usta i nic nie mówię. Ale Amber zbyt dobrze mnie zna i widzi, że jestem wściekła.

- To może chodźmy na pizzę, co?

Proponuje, a reszta się zgadza. Gdy wstajemy szepczę jej do ucha ,,Dziękuję’’.

- Nie ma sprawy.

Odpowiada i uśmiecha się.

 

Nie dane nam było jednak zjeść pizzy w spokoju. Ale zacznijmy od początku. Gdy weszliśmy i usiedliśmy przy jednym ze stolików do restauracji wpadł jakiś koleś. Miał kominiarkę i trzymał pistolet w ręku.

- Wszyscy na ziemię!

Ryknął. Odruchowo wykonaliśmy polecenie, ale w niemal w tym samym momencie zauważyłam coś dziwnego. Broń jakby uginał się za sprawą nacisku łapy mężczyzny. Zaraz co?! Uginała?!

- To zabawka.

Szepnęłam wskazując na przedmiot w dłoni napastnika i siląc się na spokój.

- Co?

Odszepnęła Mari.

- Ugina się pod jego ręką, jest gumowa.

- Co robimy? Mamy plan?

Spytała Amber.

- Nie.

Odpowiedziałam i poniosłam się z ziemi.

- Jak zawsze.

Odparł Alan.

 

 

- I znów jest o nas głośno w mediach. Zobaczycie, że niedługo wydadzą książkę o nas, a potem zrobią film na podstawie naszych przygód.

Paplał Will. Na dworze jest tak gorąco, że żadne z nas nie myśli nawet o tym, aby gdzieś pójść. Postanowiliśmy więc, że możemy posiedzieć u mnie. Po tej całej wczorajszej akcji z gumową bronią musimy trochę odtajać. Trzymam na rękach Katniss, a jej dzieci bawią się na moim dywanie. Nagle dzwoni do mnie telefon. Patrzę na wyświetlacz i od razu opuszcza mnie cały dobry humor.

- Kto to?

Pytał Amber.

- Rico.

Odpowiadam ze spuszczoną głową. I w tym momencie Alan zabrał mi komórkę.

- Co robisz?!

Zaprotestowałam, ale było już za późno. Alan odebrał.

- Halo. Rico, tak? Mówi Alan. A teraz posłuchaj mnie uważnie. Masz więcej nie dzwonić do Belli. Masz do niej nie pisać, nie przyjeżdżać i nie nachodzić. A przede wszystkim masz jej już więcej nie całować. Masz szczęście, że cię jeszcze nie zabiłem parszywy robaku bez kręgosłupa. Masz się tu nigdy więcej nie pokazywać, jasne?

I rozłączył się. Potem wstał, podał mi komórkę i powiedział

- Nie dziękuj.

Po czym odszedł. A ja patrzyłam na jego plecy ściskając w ręku telefon. Pierwsza odezwała się Marlena.

- Co się tutaj wydarzało!

Krzyknęła. Pierwszy odpowiedział jej Will.

- Alan nawrzeszczał na męża Belli bo on nie może się pogodzić z tym, że są po rozwodzie.

Powiedział zupełnie spokojnie, całkiem pewny swoich słów. Przechyliłam głowę na bok i westchnęłam ciężko.

- Tak Will, masz całkowitą rację.

Powiedziałam i opadłam na trawę. Zamknęłam oczy. I chyba zasnęłam.

 

 

 

5 komentarzy:

  1. Bardzo fajny rozdział ;* Boshe, jak ja kocham Alana <33 Cudeńko ^.^
    Czekam na nn ;3
    Emka K. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na mojego nowego bloga o TVD. Pojawił sie już prolog. Mam nadzieję, ze skomentujesz :3
    http://to-hell-with-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do mnie na dwie nowe notki :* Liczę na Twoją opinię.
    http://to-hell-with-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie, na to-hell-with-love.blogspot.com pojawił się NOWY ROZDZIAŁ! Zapraszam :3 Liczę na Twoją opinię

    OdpowiedzUsuń