Julian Tuwim powiedział ,,Kobieta nie goni za
mężczyzną, bo kto kiedy widział, żeby pułapka goniła mysz?’’
Lody poprawiają
mi humor w każdej sytuacji, czyli dzisiaj też. Siedzimy w parku, który ostatnio
stał się mniej odwiedzany z uwagi na to, że nasze miasteczko jest małe więc
podczas wakacji, gdy większość mieszkańców wyjeżdża na wczasy ludzi jest po
prostu mniej. Rozmawiamy o sytuacji z Rico.
- On się nigdy wcześniej tak nie zachowywał.
Mówię. Marlena kiwa głową i odpowiada.
- Przecież wiemy, znamy go wszyscy.
- Niestety.
Wtrącił Alan, a ja nie mogę powstrzymać się od śmiechu.
- Alan jak możesz!
Oburza się Marlena, a ja patrzę na nią zirytowana. Nie
chcę żeby broniła Rico, nie chcę żeby brała jego stronę. Ale mimo to zaciskam
usta i nic nie mówię. Ale Amber zbyt dobrze mnie zna i widzi, że jestem
wściekła.
- To może chodźmy na pizzę, co?
Proponuje, a reszta się zgadza. Gdy wstajemy szepczę jej
do ucha ,,Dziękuję’’.
- Nie ma sprawy.
Odpowiada i uśmiecha się.
Nie dane nam było jednak zjeść pizzy w spokoju. Ale
zacznijmy od początku. Gdy weszliśmy i usiedliśmy przy jednym ze stolików do
restauracji wpadł jakiś koleś. Miał kominiarkę i trzymał pistolet w ręku.
- Wszyscy na ziemię!
Ryknął. Odruchowo wykonaliśmy polecenie, ale w niemal w
tym samym momencie zauważyłam coś dziwnego. Broń jakby uginał się za sprawą
nacisku łapy mężczyzny. Zaraz co?! Uginała?!
- To zabawka.
Szepnęłam wskazując na przedmiot w dłoni napastnika i
siląc się na spokój.
- Co?
Odszepnęła Mari.
- Ugina się pod jego ręką, jest gumowa.
- Co robimy? Mamy plan?
Spytała Amber.
- Nie.
Odpowiedziałam i poniosłam się z ziemi.
- Jak zawsze.
Odparł Alan.
- I znów jest o nas głośno w mediach. Zobaczycie, że
niedługo wydadzą książkę o nas, a potem zrobią film na podstawie naszych
przygód.
Paplał Will. Na dworze jest tak gorąco, że żadne z nas
nie myśli nawet o tym, aby gdzieś pójść. Postanowiliśmy więc, że możemy
posiedzieć u mnie. Po tej całej wczorajszej akcji z gumową bronią musimy trochę
odtajać. Trzymam na rękach Katniss, a jej dzieci bawią się na moim dywanie. Nagle
dzwoni do mnie telefon. Patrzę na wyświetlacz i od razu opuszcza mnie cały
dobry humor.
- Kto to?
Pytał Amber.
- Rico.
Odpowiadam ze spuszczoną głową. I w tym momencie Alan
zabrał mi komórkę.
- Co robisz?!
Zaprotestowałam, ale było już za późno. Alan odebrał.
- Halo. Rico, tak? Mówi Alan. A teraz posłuchaj mnie
uważnie. Masz więcej nie dzwonić do Belli. Masz do niej nie pisać, nie
przyjeżdżać i nie nachodzić. A przede wszystkim masz jej już więcej nie
całować. Masz szczęście, że cię jeszcze nie zabiłem parszywy robaku bez
kręgosłupa. Masz się tu nigdy więcej nie pokazywać, jasne?
I rozłączył się. Potem wstał, podał mi komórkę i
powiedział
- Nie dziękuj.
Po czym odszedł. A ja patrzyłam na jego plecy ściskając w
ręku telefon. Pierwsza odezwała się Marlena.
- Co się tutaj wydarzało!
Krzyknęła. Pierwszy odpowiedział jej Will.
- Alan nawrzeszczał na męża Belli bo on nie może się
pogodzić z tym, że są po rozwodzie.
Powiedział zupełnie spokojnie, całkiem pewny swoich słów.
Przechyliłam głowę na bok i westchnęłam ciężko.
- Tak Will, masz całkowitą rację.
Powiedziałam i opadłam na trawę. Zamknęłam oczy. I chyba
zasnęłam.
Bardzo fajny rozdział ;* Boshe, jak ja kocham Alana <33 Cudeńko ^.^
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ;3
Emka K. :D
<3
OdpowiedzUsuńZapraszam na mojego nowego bloga o TVD. Pojawił sie już prolog. Mam nadzieję, ze skomentujesz :3
OdpowiedzUsuńhttp://to-hell-with-love.blogspot.com/
Zapraszam do mnie na dwie nowe notki :* Liczę na Twoją opinię.
OdpowiedzUsuńhttp://to-hell-with-love.blogspot.com/
U mnie, na to-hell-with-love.blogspot.com pojawił się NOWY ROZDZIAŁ! Zapraszam :3 Liczę na Twoją opinię
OdpowiedzUsuń